Ilu z was się zastanawiało, jak by to było móc pilotować samolot? Pewnie trochę takich osób by się znalazło. Bardzo możliwe, że są tu nawet osoby które nie tylko samolotem podróżowały, ale i miały okazję stać za sterami osobiście.
Dla mnie jest to jedno z marzeń, które najprawdopodobniej nigdy nie zostanie spełnione. Z tego też powodu z chęcią sięgam po produkcje oferujące możliwość doświadczenia pilotażu tych wspaniałych maszyn. W przypadku statków cywilnych, tą potrzebę w pełni spełnił Microsoft Flight Simulator , którego recenzowałem dla was w zeszłym roku.
Nie ukrywam jednak, że równie mocno fascynuję się historią, w tym okresu II Wojny Światowej i tutaj docieramy do najnowszej pozycji Gaijin Entertainment, czyli Aces of Thunder. Czym to się różni od takiego MFS? Przede wszystkim możliwością ogrania całej dostępnej zawartości na goglach VR.
W moim przypadku grałem w tę produkcję na zestawie PSVR2, wypożyczonym od Sony PlayStation, za co bardzo w tym miejscu chcielibyśmy serdecznie podziękować. Jak ta gra wypada w doświadczeniu wirtualnej rzeczywistości i czy to jedyne, co może ona zaoferować? Zapraszam do recenzji!
Początkowa dezorientacja
Po założeniu gogli i uruchomieniu gry, jesteśmy od razu wrzuceni na pas startowy z tekturowym menu w ręce, mającym przypominać taktyczną lotniczą mapę. Widzimy możliwe do wyboru maszyny spośród kilku obecnych w grze nacji oraz dostępne tryby rozgrywki.
Obok jest także widoczny lot testowy, który zdawałoby się, będzie idealnym samouczkiem dla świeżo upieczonego pilota. Chciałem dokonać wyboru, aby od tego etapu zacząć, lecz gra w żaden sposób nie wyjaśnia, jak za pomocą kontrolerów ruchowych po tym menu się poruszać.
Ponieważ jest ono na kartce przytwierdzonej do naszej lewej dłoni, musiałem co chwilę przybliżać i odsuwać ją od twarzy, aby być w stanie odczytać zawarte tam informacje. Strasznie to się okazało nieczytelne, ale większy kłopot polegał na tym, że wciskanie przycisków nic za bardzo nie robiło.
Po serii dziwnych ruchów, machaniu rękami bez namysłu, odkryłem, że aby cokolwiek wybrać, muszę prawą ręką niejako dotknąć elementu na interfejsie. W żaden sposób twórcy nie postrali się nam zakomunikować, jak się po tej grze poruszać.
Skoro już jednak po wielu próbach się udało, wybrałem najmniej inwazyjną opcję, a więc lot testowy. Tutaj niestety pojawił się kolejny zgrzyt, ponieważ wbrew moim oczekiwaniom, jesteśmy od razu wrzuceni w kokpit po wybraniu owego lotu, bez jakichkolwiek wyjaśnień, co gdzie się robi i jak maszyną sterować.
Całe szczęście jednak domyślny schemat ustawień okazał się być dość inuicyjny, dzięki czemu już po kilkunastu sekundach byłem w powietrzu i od razu zostałem oczarowany. Wrażenie dosłownie wgiotło mnie w fotel (a raczej w kanapę) i co rusz, zacząłem wykonywać akrobacje i latać blisko drzew oraz morza. Uśmiech od ucha do ucha, tego właśnie od tej produkcji oczekiwałem.
W powietrzu dzieje się magia
Aces of Thunder jest w zasadzie trybem symulacyjnym samolotów wprost wyciętym z poprzedniej, darmowej i bardzo popularnej gry War Thunder. W związku z tym jesteśmy ograniczeni wyłącznie do widoku z kokpitu, podgladu mapy w formie papierowej oraz braku znaczników w samej grze. Te od sojuszników są jednak widoczne, lecz dopiero po zbliżeniu się do samolotu na odległość mniejszą, niż 1 km.
Walki powietrze są niezwykle emocjonujące i dostarczają mnóstwa satysfakcji, gdy uda nam się wrogą maszynę strącić. Ponieważ wrażenia mają być możliwie jak najbardziej bliskie realizmowi, to zwykle jedna cela seria wystarczy, aby samolot uległ zapłonowi, stracił kluczowy element awioniki i tym samym runął tam, gdzie siłą rzeczy wraca każda maszyna latająca, czyli na ziemię.
Samo latanie nawet bez pogoni za przeciwnikiem jest wprost rewelacyjne, a model lotu różni się w zależności od wybranej maszyny. To zdecydowanie sprawia, że warto rotować między maszynami i dopiero po ich bliższym zapoznaniu podczas lotu, możemy ze spokojem określić, którymi lata się nam najlepiej.
W moim przypadku najlepsze doświadczenia miałem z dwusilnikowych samolotów szturmowych jak brytyjski Mosquito czy niemiecki BF110. Spora w tym zasługa faktu, że jako większe maszyny, ze znacznie większym potencjałem mocy silników, były w stanie we większym stopniu oprzeć się sile wiatru. Ta ma w grze spore znaczenie, znacznie utrudniając nawet podstawowe manerwy, nieraz doprowadzając do kraksy.
Nie zabrakło tutaj mechanik obecnych w samym WT, takich jak przeciążenia działające na pilota. W przypadku bardziej dynamicznych i długotrwałych manewrów, okran przed oczami nam ciemnieje i kontrola nam maszyna jest znacznie utrudniona. W ekstremalnej sytuacji, może nawet dojść do chwilowej utraty zdolności pilotażu, co w zależności od naszego położenia, może szybko zakończyć lot.
Wracając jeszcze do kwestii realizmu, należy wspomnieć, że zarówno paliwo jak i amunicja nie jest nieskończona. Znacznie częściej zabraknie nam tego drugiego, co zmusi nas do powrotu na lotnisko ( o ile uda nam się poprawnie wylądować).
Pierwsze udane lądowanie to przeżycie pełne euforii i zdecydowanie warto tego doświadczyć. Wycieki paliwa, przegrzanie silnika piłowaniem na maksymalnej mocy to kolejne czynniki, które mogą nas zmusić do powrotu, lub przedwcześnie zakończyć nasze powietrze wojaże.
Mnogość możliwości
Dostępnych do wyboru mamy klilka nacji, które jako niezależne siły brały udział w drugiej wojnie światowej, takie jak USA, III Rzesza, Włochy, Wielka Brytania, ZSRR czy Cesarstwo Japonii. Obecne maszyny zostały ograniczone do tych faktycznie biorących udział w tym największym konfikcie w dziejach ludzkości.
W przypadku każdej z frakcji, ich ilość nie jest większa niż 10 maszyn. Co ważne, większość z nich jest możliwa do wyboru już na starcie, a podczas meczu czekające na użycie są 4 z tej puli, dzięki czemu mamy kilka szans na walkę podczas jednej rozgrywki.
W kwesti sterowania twórcy oddali do naszej dyspozycji kilka możliwości. Możemy się posługiwać kontrolerami ruchowymi PSVR2, korzystać z dedykowanych flight sticków takich jak np. niezwykle popularny Hotas czy Thrustmaster.
Poza tym możliwa jest także gra za pomocą samego pada Dualsense i co warto nadmienić, grać w Aces of Thunder możemy także bez użycia gogli VR. Oczywiście tracimy na tym część doświadczenia, które w tej grze daje piorunujące wrażenie, tak mocno fanów awiacji (w tym mnie) uzależniające.
Rozgrywka pozbawiona gogli tak samo wówczas jest ograniczona do samego kokpitu. Gra znacznie wówczas zyskuje na ogólnej ostrości obrazu, ale jak wspomniałem wcześniej, znacznie wypłaszcza to całe płynące z takiej perspektywy doświadczenie. Tak więc można, ale wówczas jest to w zasadzie War Thunder w trybie symulacyjnym 1:1 tyle, że ze znacznie mniejszą, ograniczoną zawartością.
Pozycja niemal doskonała w swojej kategorii?
Czy produkcja ma jakieś istotne wady? To zależy od tego, z jakiej perspektywy chcemy na Aces of Thunder spojrzeć. Jako gra sama w sobie, jest tytułem bardzo dopracowanym, co wynika z faktu, że większość roboty twórcy mieli z głowy za sprawą wycięcia trybu symulacyjnego z War Thundera.
Trzeba jednak deweloperom oddać, że podczas grania na goglach VR, każdy ze statków powietrznych jest niezwykle dopieszczony, bogaty w detale, które możemy podziwiać będąc w kokpicie maszyny. To samo dotyczy samych wrażeń z lotu, o czym wspominałem wcześniej.
Jeden samolot drugiemu nie równy, co maszyna to inne podejście, taktyka oraz wady wynikające z jej konstrukcji. Jedne będą doskonałe w walce kołowej, kolejne będą niezwykle szybkie i idealne do błyskawicznych ataków nurkujących.
W kwesti wad, to największą bolączką Aces of Thunder jest tryb multiplayer, a może nawet nie on sam, co pustki na serwerach. Wynika to zapewne z niestety bardzo słabej popularności zestawów do wirtualnej rzeczywistości. Całe szczęście nie oznacza to, że musimy czekać w nieskończoność, aż gra znajdzie nam rozgrywkę.
Samo wyszukiwanie zwykle nie trwa więcej niż 10 sekund i nawet jeśli nie znajdziemy graczy, to będziemy grać z botami, tak jak ma to znów miejsce i w War Thunderze, szczególnie na niskich tierach. Tryby w rozgrywce wieloosobowej, to po raz kolejny to, co znamy z WT, a więc dominacja w powietrzu, atak na jednostki naziemne itp.
Jest to dość schematyczne i powtarzalne, co może się niestety z czasem znudzić, gdy nie ma graczy z którymi możemy realnie nawiązać rywalizację.
Całe szczęście poza tym, mamy również dostępne zaczerpnięte z darmowej gry Gaijin Entertainment misje dla pojedynczego gracza. Tych zarówno tam jak i tutaj jest całkiem sporo i oferują one możliwość wzięcia udziału w autentycznych misjach oraz kampaniach dziejących się podczas II Wojny Światowej.
Czas opuścić podwozie
Podsumowując, Aces of Thunder oferuje nam niezwykle realistyczne doświadczenie pilotowania maszyn bojowych z okresu II Wojny Światowej, dając oczywiście możliwość wzięcia udziału w licznych starciach powietrznych z tego okresu. Pod względem samego pilotarzu, jedyna produkcja jaka może z tą grą konkurować, to Microsoft Flight Simulator.
Są to jednak całkiem odmienne produkcje, koncentrujące się na całkiem innych wrażeniach, z pilotowaniem jako elementem wspólnym, choć tak bardzo odmiennym. Zdecydowanie polecam tą pozycję wszelkim fanom gier wojennych, symulatorów czy ludzi będących lotniczymi świrami jak ja, ale nie tylko. Sądze, że osoby poszukujące ciekawych, realnych doznań za pośrednictwem gogli wirtualnej rzeczywistości, nie mogą obok Aces of Thunder przejść obojętnie.
Za udostępnienie gry do recenzji dziękujemy firmie Gaijin Entertainment, natomiast za wypożyczenie gogli VR na potrzeby tego tekstu, gorąco dziękujemy firmie Sony PlayStation.
Podsumowanie




Operacja przeniesienia War Thundera na VR, w pełni udana




Komentarze
Dodaj nowy komentarz: