Publicystyka

Podsumowanie miesiąca. W co graliśmy w styczniu?

Poznaj nasze opinie na temat styczniowych premier. Zobacz, w co graliśmy w zeszłym miesiącu!

Na dworze nadal zimno, ale okres premier zaczyna robić się bardzo gorący. W lutym na rynku pojawi się kilka bardzo interesujących pozycji, ale zanim przeczytacie recenzje, może warto jeszcze raz zerknąć na to, co przyniósł nam poprzedni miesiąc. Mieliśmy okazję zrecenzować bardzo kontrowersyjne Code Violet, czyli raczej nieudaną alternatywę dla Dino Crisis. Do tego odświeżona wersja Yakuzy 0 w końcu trafiła na kolejne platformy. Nieudany okazał się także debiut całkowicie nowej metroidvanii – MIO: Memories in Orbit.

Kilku z nas znalazło również czas na ogranie tytułów spoza kalendarza premier. W tym zestawieniu znajdziecie również nasze osobiste opinie o grach, które sprawdzamy w wolnym czasie. Jeśli macie jakieś pytania, to dajcie znać w komentarzach, a na pewno na nie odpowiemy. Zapraszam do czytania!


Przemysław "Prz3mQ" Naglik

Wstyd się przyznać, ale za dzieciaka naprawdę zbyt wiele pieniędzy wydałem na dość budżetowe i niszowe MMO o czarodziejach, czyli Wizard101. Kilka miesięcy temu tytuł powrócił z wydaniem konsolowym, a w styczniu z zaskoczenia zauważyłem tę grę w sklepie Nintendo. Wydanie te jest o tyle wyjątkowe, że zamiast bezpłatnej bazy i miesięcznego abonamentu, który odblokowuje dostęp do większości lokacji, pozycja oferowana jest w formie płatnej. W ramach tego pakietu otrzymujemy stały dostęp do pięciu pierwszych światów głównej opowieści i co tu dużo mówić... to była idealna okazja, aby wejść w to uniwersum ponownie.

Mocno przestarzała grafika nie przeszkadza, gdy czuje się tak wielkie poczucie nostalgii, jak ja aktualnie. Motyw szkoły magii oraz karciany system rozgrywki urzekł mnie już dawno temu, a wydanie konsolowe umożliwiło mi powrót, choć na całkowicie nowym serwerze i bez polskiego języka. Na ten moment bawię się przednio, ale nie wątpię, że z czasem dość powtarzalny model walki zacznie nużyć. Wtedy mogę jednak zająć się licznymi aktywnościami pobocznymi jak dbaniem o rośliny, łowiectwem, meblowaniem domku czy trenowaniem zwierzaka. Po tylu latach przerwy zdecydowanie mam co robić. Byle tylko pilnować swojego portfela i nie bawić się w niepotrzebne wydatki.

Wizard101


Michał "Libra" Marasek

W styczniu dokonał się mój wielki powrót na łono konsolowego grania, za sprawą nowo nabytej konsoli PlayStation 5 Pro. Jako wielki fan serii Assassin's Creed, nie mogłem sobie odmówić ogrania Ghost of Yōtei. Zapewne podobnie jak Ghost of Tsushima, Yōtei również trafi na PC, ale uznałem, że sprzęt i tak przyda się do sprawdzenia GTA VI. Moje wrażenie po ukończeniu najnowszego dzieła studia Sucker Punch mogę podsumować tak — o ile Tsushima sprawiła, że byłem zadowolony z powodu zakupu podstawowego modelu PS5, tak Yōtei udało się dopilnować, żebym pożałował kasy wydanej na Pro.

Wysokie oceny tej produkcji, czy nominacje do nagród na The Game Awards, to w mojej opinii gigantyczne nieporozumienie. Przygody Atsu to odpychający festiwal kopiuj-wklej. Od misji, przez assety, po właściwie wszystko inne. W trakcie siódmej z kolei, identycznej pogoni za wilkiem, który wybiegł spod identycznego drzewa, pod którym leżały identycznie rozrzucone ciała, czułem, że marnuję swój czas w najgorszy możliwy sposób.

Niesamowite, że w Yōtei udało się nawet spartolić naprawdę fajny system walki zaserwowany w Tsushimie. Zamiast rozbudować świetny pomysł, twórcy uznali, że genialnym będzie go poszatkować na małe kawałeczki przypisane do kilku typów oręża. Ostatecznie wyszedł z tego zestaw broni z tak żenująco małym zestawem ruchów każda, że nawet pojedynki przestały dawać mi frajdę. Oglądania kolejnych wrogów wyciągających z powietrza inny zestaw broni, nie chce mi się nawet komentować. Po czasie spędzonym z Yōtei Shadows już nie wydaje się takie słabe.

Ghost of Yōtei


Piotr 'TheOtherOne' Franciszek

Styczeń upłynął mi pod banderą Mafia: The Old Country, które udało mi się przejść od początku do końca w przeciągu kilku dni. Muszę przyznać, że grało mi się w ten tytuł naprawdę świetnie i zarówno fabularnie, jak i gameplayowo jestem zadowolony. Nie było idealnie, bo efekt gumki recepturki podczas wyścigów był aż skrajnie odczuwalny, ale nie zepsuło mi to ogólnego, bardzo pozytywnego wrażenia.

Przeszedłem także pełną wersję Quarantine Zone w ciągu dwóch dni od premiery i zdecydowanie uważam, że tego typu gier powinno być więcej. Szczególnie że opcji oraz możliwości mamy nieporównywalnie więcej, niż miało to miejsce w wersji demonstracyjnej. Ponownie jestem w pełni zadowolony zarówno z zakupu, jak i wrażeń, których dostarczyła mi rozgrywka, nawet jeśli nie jest pozbawiona pewnych mankamentów.

Pograłem również chwilę w Hitman: World of Assassination, żeby nieco poprzypominać sobie sterowanie w grach IOI przed premierą 007: First Light. Innymi słowy, styczeń był dość intensywny pod kątem ogrywania nowych (no, przynajmniej dla mnie) produkcji oraz obcowania z tymi nieco starszymi. Mam szczerą nadzieję, że w lutym również będę miał czas i chęci na przejście kolejnej gry z mojej kupki wstydu!

Mafia: The Old Country


Mateusz "M4teks" Cieślak

Styczeń minął mi pod znakiem S.T.A.L.K.E.R. 2: Heart of Chornobyl, które początkowo zachwyciło mnie swojskim klimatem i wręcz wybitnym modelem strzelania. Dziś, mając na liczniku ponad 45 godzin, mam zwyczajnie tej gry dosyć. Choć tytuł jest ogólnie dobry, ba! Nawet bardzo dobry! Niemiłosierny backtracking i bieganie w te i z powrotem męczy mnie okropnie.

Obecne gry cierpią na zbyt duże światy i bezsensowne rozciąganie fabuły i to samo mogę powiedzieć o drugim Stalkerze. Mapa świata jest ogromna, wszędzie pełno skrytek i lokacji do zwiedzania, ale co z tego, skoro w 99% z nich, nic nie ma... Mam nadzieję, że uda mi się dokończyć ten tytuł, ale coraz częściej mam wrażenie, że zmuszam się do tej gry, a przecież to chyba nie o to chodzi w gamingu?

S.T.A.L.K.E.R. 2: Heart of Chornobyl


Kamil "Bolognese" Kozakowski

Z okazji zbliżającej się premiery Resident Evil Requiem, postanowiłem sięgnąć po jedną z klasycznych odsłon tego uznanego cyklu. Wybór padł na Resident Evil 3: Nemesis z 1999 roku, tytułu, od którego zaczęła się moje uwielbienie dla serii stworzonej przez Shinjiego Mikamiego. Przyznam, że bawiłem się doskonale, a powrót do oryginału zmył na dobre cały niesmak, jaki pozostał mi po bardzo nieudanym (w mojej opinii) remake’u Residenta Evil 3.
 
Oczywiście, aby w pełni cieszyć się grą, trzeba przyzwyczaić się do kilku elementów, które z dzisiejszej perspektywy mogą wydawać się archaiczne. Mówimy w końcu o produkcji z jeszcze ubiegłego wieku. Zdecydowanie jednak warto, albowiem klasyczny Resident Evil 3 wypełniony jest znakomitym klimatem, muzyką i ciekawymi zagadkami, a Nemesis potrafi w dalszym ciągu nieźle wystraszyć. Jeśli chcecie przygotować się na Resident Evil Requiem, zdecydowanie warto sięgnąć po ten tytuł.

Resident Evil 3



Podsumowanie recenzji



Code Violet

Code Violet zapowiadany był jako trzymający w napięciu survival horror, mający stać się pełnoprawnym następcą serii Dino Crisis. Niestety obietnice twórców okazały się bez pokrycia, a my otrzymaliśmy tytuł, od którego należy trzymać się z daleka. Code Violet zawodzi praktycznie pod każdym względem, oferując graczom archaiczną i niedopracowaną mechanikę oraz nieciekawą fabułę, stanowiącą miszmasz motywów znanych z innych survival horrorów.
 
Co więcej, rozgrywka w tej produkcji jest bardzo schematyczna i powtarzalna. Podobnie jak przemierzane lokacje, które wyglądają niemalże identyczne. Frajdy nie przynoszą również pozbawione emocji i dramaturgii walki z fatalnie zaprojektowanymi przez twórców dinozaurami. To wszystko sprawia, że Code Violet jest niestety naprawdę bardzo słabym tytułem, którego absolutnie nie mogę Wam polecić. Rok 2026 dopiero się zaczął, a my być może poznaliśmy już zwycięzcę w kategorii najgorszej gry roku. [Kamil "Bolognese" Kozakowski]

Zobacz pełną recenzję!


My Hero Academia All's Justice

Niedawno miałem okazję wziąć udział w prasowym pokazie przedpremierowym My Hero Academia All's Justice. Jestem fanem anime, choć raczej obracam się głównie wokół tzw. shōnen'ów. Przez wzgląd na to postanowiłem sprawdzić, jak MHA smakuje, szczególnie że jeszcze nie miałem z tą serią wcześniej styczności. Możliwość pojawienia się na tego typu pokazach jest zawsze ekscytującym doświadczeniem.

All's Justice to bijatyka 3D, która oferuje dynamiczne, wielopoziomowe starcia. Możemy przeżyć przygodę z ostatnich rozdziałów anime, wybierając spośród postaci dostępnych w pierwowzorze. Choć z grą nie spędziłem zbyt wiele czasu, to byłem relatywnie zadowolony, w przeciwieństwie do redakcyjnego Libry, który recenzował pełną wersję tego tytułu. Ze swojej strony zapraszam do zapoznania się z moją relacją z pokazu oraz oczywiście, pełną recenzją My Hero Academia . [Rafał "Resyaf" Gubała]

Zobacz nasze wrażenia z pokazu!


Kirby Air Riders

Kirby Air RIders to kolejny dowód na to, że nie da się nie pokochać tego uroczego stworka. Ta pozornie bardzo prosta wyścigówka skrywa w zanadrzu prawdziwy ogrom zawartości, która starczy nam na wiele miesięcy zabawy. Wielokrotnie powtarzać możemy choćby tryb fabularny Road Trip, który podczas każdej rozgrywki może zaoferować trochę odmienne doświadczenie. Na ukończenie czeka łącznie ponad 750 wyzwań, a każde z nich daje dostęp do dodatkowych nagród. Zdecydowanie jest co robić!

Proste sterowanie, które reklamuje się wykorzystaniem zaledwie dwóch przycisków to idealny przykład dla terminu "Easy to learn, hard to master". Każdy z bohaterów oraz pojazdów oferuje dostęp do unikalnych umiejętności, które mogą dać nam przewagę w kluczowych momentach wyścigu. Pewnie przydałoby się kilka dodatkowych map, ale przy tak licznych możliwościach i angażujących minigierkach szybko nie zaczniemy się nudzić. [Przemysław Naglik]

Zobacz pełną recenzję!


Yakuza 0: Director's Cut

Yakuza 0 to znakomite wprowadzenie do kultowej serii stworzonej przez Ryu Ga Gotoku Studio. Tytuł ten przenosi nas do Japonii lat 80., pełnej neonów i nowinek technologicznych, aby ukazać nam początki Kazumy Kiryu i Goro Majimy w świecie japońskiej yakuzy. Ponieważ produkcja ta liczy już sobie ponad 10 lat, twórcy postanowili oddać w nasze ręce jej ulepszoną edycję, nazwaną Yakuza 0 Director's Cut.
 
Pomimo że reżyserska wersja Yakuzy 0 nie wnosi zbyt wiele nowej zawartości, to w dalszym ciągu mamy do czynienia ze znakomitą grą. Przedstawiona historia nie zestarzała się ani trochę i w dalszym ciągu trzyma w napięciu do samego końca. To samo można powiedzieć o unikatowym klimacie, potęgowanym przez wspaniałą oprawę dźwiękową. Jeśli nie mieliście okazji zagrać w oryginał, powinniście zdecydowanie zapoznać się z Yakuza 0 Director's Cut. [Kamil "Bolognese" Kozakowski]

Zobacz pełną recenzję!


City Tales - Medieval Era

Najbardziej czillowa produkcja ostatnich lat. Rozgrywka w City Tales - Medieval Era to słownikowa definicja relaksu. Obserwowanie tego, jak nasze miasto powoli się rozrasta, jest odprężające prawie tak bardzo, jak porządny masaż. Stylizowana, nieco bajkowa oprawa graficzna, w połączeniu z całkiem niezłą ścieżką dźwiękową, sprawiają, że nawet po wielu godzinach nadal chce się przebywać w tym świecie.

To gra wręcz idealna dla osób, stawiających pierwsze kroki w gatunku strategii ekonomicznych. Łańcuchy produkcyjne są rozbudowane, ale dobrze wytłumaczone i nigdy nie przytłaczają skomplikowaniem. Duża w tym zasługa fantastycznego interfejsu. Z jednej strony nie zasłania nam pięknych widoków, a z drugiej daje łatwy dostęp do wszystkich informacji, jakich potrzebujemy.  Szkoda, że w tym wszystkim nie udało się zaprojektować ciekawszej fabuły z interesującymi zadaniami. [Michał "Libra" Marasek]

Zobacz pełną recenzję!


Gran Turismo 7 Power Pack

Polyphony Digital nadal nie zaprzestało rozwoju Gran Turismo 7. Minęły jednak prawie 4 lata od premiery i w końcu dostaliśmy pierwsze płatne DLC. Okazało się ono jednak nie być tym, czego po większości dodatków zwykle możemy oczekiwać. Zamiast paczki nowej zawartości, jak samochody czy tory wyścigowe, postanowiono zaserwować nam coś, co zdawałoby się, jest w serii obecne od zawsze. Doświadczenie wyścigowe, tak prawdziwe i immersyjne jak to możliwe.

Aby to osiągnąć, stworzono odrębny tryb, w którym mamy okazję wziąć udział w kilku tematycznych seriach wyścigów. Każde dostępne wydarzenie to jeden pełny tydzień wyścigowy, co oznacza konieczność podjęcia się treningów i kwalifikacji. Rezultat tych działań da nam (albo i nie) szansę powalczyć o miejsce na podium. Łatwo nie będzie, gdyż przeciwnicy są sterowani przez najnowszą generację SI GT Sophy. Dla wyjadaczy wyzwań oraz czystej wyścigowej aury to prawdziwa gratka. Jeśli lubicie Gran Turismo, to tym dodatkiem zdecydowanie warto się zainteresować. [Rafał "Resyaf" Gubała]

Zobacz pełną recenzję!


Avatar: Frontiers of Pandora – From the Ahes

Najnowsze DLC do Avatara można podsumować słowami "więcej tego samego, ale trochę mroczniej". Walka So'leka i Sarentu z klanem Mangkwan fabularnie i mechanicznie nie jest przesadnie powalająca, ale ma swoje momenty. Zdecydowanie nie warto kupować całej gry tylko po to, żeby ograć ten dodatek, który ponoć powstał z myślą o TPS, ale w rzeczywistości można mieć słuszne wątpliwości czy aby na pewno tak było.

Jeśli jednak macie już podstawową grę, to warto dać From the Ashes szansę, ponieważ coś tam ma do zaoferowania. Nie jest to dodatek, który przyciągnie nowych graczy, ale obecnym da kilka dodatkowych godzin radości z dziesiątkowania oddziałów ZPZ. No i rzecz jasna wrogo nastawionych Na'vi – aczkolwiek nie obiecujcie sobie po tych potyczkach zbyt wiele...[Piotr "TheOtherOne" Franciszek]

Zobacz pełną recenzję!


MIO: Memories in Orbit

Choć jestem ogromnym fanem gatunku metroidvanii, to chyba nigdy tak bardzo nie rozumiałem zachwytów nad daną grą, co w przypadku Mio: Memories in Orbit. Oczywiście styl artystyczny oraz oprawa dźwiękowa to prawdziwa topka, która na długo pozostanie w mojej głowie. Piękny, ręcznie rysowany świat ma mnóstwo sekretów do odkrycia, a historia broni się całkiem dobrze. Problem w tym, że od strony rozgrywki, tytuł absolutnie się nie sprawdza.

Poziom trudności, choć początkowo całkiem przyjazny, to szybko rośnie do wręcz nieznośnego i irytującego. Elementy, które w metroidvanii powinny być atrakcyjne, tutaj wypadają niebywale frustrująco. Wydłużony niepotrzebnie backtracing, irytujące runbacki i nieprecyzyjne sterowanie, to nie miało prawa się wydarzyć. Pod koniec rozgrywki miałem wrażenie, że twórcy na siłę podnoszą poprzeczkę, aby tylko gra mogła trafić w serca elitarnych graczy, którzy uwielbiają jak najbardziej wymagające gry. Trudne tytuły także trzeba umieć robić co udowadnia Hollow Knight czy Nine Sols, ale nie pozycja od Douze Dixiemes. [Przemysław Naglik]

Zobacz pełną recenzję!


Czas czytania: 14 minut, 5 sekund
Komentarze
Dodaj nowy komentarz:
...
Twój nick:
Twój komentarz:
zaloguj się

Ta strona korzysta z reCAPTCHA od Google - Prywatność, Warunki.


Treści sponsorowane / popularne wpisy: