Publicystyka

Zagrajmy w: STALKER 2: Serce Czarnobyla #11

Zona potwierdza, że ludzie przystosują się do każdych warunków… Gracze również.

Stalker 2: Serce Czarnobyla, to gra, na którą długo czekałem, ale nie było mi po drodze z datą jej premiery. Dziś, po ponad roku od jej wydania, wracam do zony, by sprawdzić jakie cuda na tą skażoną ziemię sprowadziła katastrofalna awaria reaktora RBMK w Rosyjskiej (dawny ZSRR) elektrowni atomowej w Czarnobylu.

Piękna katastrofa

Uruchamiając Stalkera w dniu premiery, od razu zachwyciłem się „swojskim” klimatem gry oraz spotkałem się z licznymi problemami, głównie z wydajnością tej produkcji. Tytuł od naszych wschodnich sąsiadów przykuwał uwagę bardzo ładną grafiką, ale niszczył klimat babolami w postaci zapadających się postaci, zacinania, spadkami fps, problemami z misjami i tym podobnymi rzeczami, które wręcz uniemożliwiały dalszy postęp fabularny. Tytuł odstawiłem „na później”, a dziś po ponad rocznej przerwie, wracam do niego, by sprawdzić, czy tym razem Zona przyjmie mnie na swoich ziemiach w przychylniejszy sposób.

Zona potrafi zauroczyć

Wracając do przygody ze Stalkerem, kilkukrotnie zatrzymywałem się w jakimś miejscu i mówiłem „Wow!”. Środowisko po nuklearnej katastrofie potrafi zachwycić, a widoki naprawdę robią wrażenie. Podczas eksploracji opuszczonych obiektów, gdzie poziom promieniowania stanowił realne zagrożenie dla zdrowia i życia, wielokrotnie zwracałem uwagę na przedmioty pozostawione przez ewakuowanych mieszkańców oraz na samą architekturę oraz wystrój budynków. Trzeba przyznać, że grafika robi tutaj naprawdę dobre wrażenie, choć nawet po roku, twórcom nie udało się naprawić wszystkich problemów związanych z optymalizacją czy błędami. Czasem NPC zapadnie się pod ziemię, czasem spotkamy drzewo rosnące w powietrzu, a czasem fps spadnie bez wyraźnego powodu. Jest znacznie lepiej, ale do ideału jeszcze daleko.

Wyśmienity model strzelania

Najnowszy Stalker ma swoje za uchem, ale to, co mnie wręcz przykuwa do ekranu to wyśmienity model strzelania! Muszę przyznać, że nie pamiętam, w której grze tak dobrze mi się strzelało. W konfrontacji z ludzkimi przeciwnikami trzeba korzystać z osłon i nie marnować amunicji, ze względu na ograniczony udźwig. Tytuł świetnie oddaje „ciężar” broni oraz bardzo dobrze symuluje realne warunki strzelania. Gra oferuje również możliwość ulepszenia broni u technika, dzięki temu możemy zredukować rozrzut, poprawić celność czy zamontować inne celowniki.

Męczący backtracking

Największą wadą najnowszego Stalkera jest niewątpliwie okropnie nużący backtracking… Rozumiem, że poruszanie się po Zonie zawsze rodzi ciekawe sytuacje, można natknąć się na interesujące znaleziska oraz wdać się w strzelaninę, ale po 30 godzinach gry, gdzie biegamy z punktu do punktu, gra traci walor zaskoczenia i zwyczajnie robi się to męczące. Po 50 godzinach rozgrywki, musiałem sobie zrobić przerwę od tego tytułu. Bardzo skąpe możliwości szybkiej podróży oraz brak pojazdów potrafią dać tutaj w kość. Rozumiem, że Twórcom przyświecała idea „opowieści drogi”, ale zabrakło tutaj opowieści, a drogi było zbyt wiele.

Dobra gra, ale męcząca

Stalker 2: Serce Czarnobyla to niewątpliwie dobra gra, a nawet bardzo dobra! Mamy tu do czynienia z przepięknie zaprojektowaną strefą wykluczenia, którą zafundowała katastrofa reaktora nr 4 w Czarnobylskiej elektrowni atomowej, wręcz wybitnym modelem strzelania, dobrą historią oraz świetną grafiką.Na przeciwwadze stoi do męczący backtracking, który zmusza gracza do biegania tam i z powrotem, najczęściej bez możliwości skorzystania z szybkiej podroży. Obecnie mam na liczniku 55 godzin i zmierzam do końca gry. Czy mogę ten tytuł polecić? Oczywiście, że tak! Jednak wkraczając do Zony przygotuj się na spotkanie z bardzo częstą i uciążliwą anomalią o nazwie backtracking.

Czas czytania: 4 minut, 4 sekund
Komentarze
Dodaj nowy komentarz:
...
Twój nick:
Twój komentarz:
zaloguj się

Ta strona korzysta z reCAPTCHA od Google - Prywatność, Warunki.


Treści sponsorowane / popularne wpisy: