Recenzja

Graliśmy przedpremierowo w Aphelion. Kosmiczny Hellblade wyglada nieźle

To nie taka znowu typowa przygodówka.

Francuskie studio DON'T NOD zdążyło nas przyzwyczaić do tego, że lubuje się przede wszystkim w grach przygodowych. Żadnym zaskoczeniem nie było więc, że kolejna gra firmy — Aphelion ponownie jest przygodówką z elementami akcji. Zaskoczeniem mógł być za to klimat gry i otoczka science fiction. Dzięki uprzejmości producenta mieliśmy szansę zagrać w Aphelion jeszcze sporo przed sklepową premierą, która ma nastąpić jeszcze wiosną. Czy było warto i jak rokuje najnowsza przygodówka francuzów? Sprawdźmy! ☺️

Ale o co tutaj w ogóle chodzi?

Już spieszę z wyjaśnieniami. Aphelion przenosi nas do niedalekiej przyszłości, a konkretnie do 2060 roku, gdy ludzkość szuka nowej planety zdatnej do kolonizacji, więc z kosmosem będziemy mieli sporo do czynienia. Nie bez związku jest też fakt, że deweloperzy blisko współpracowali z Europejską Agencją Kosmiczną, czyli ESA, która w produkcji gry miała niemały udział, ale wróćmy do tematu.

Pewnie spytacie w jaką postać się wcielamy? Otóż nie tak szybko drodzy czytelnicy, my wcielamy się bowiem w dwie zupełnie różne postacie: Ariane i Thomasa. To z perspektywy ich obu będziemy przeżywać historię Aphelion, a rozpoczyna się ona całkiem sporym przytupem, bo i katastrofą naszego statku zwanego Hope-01. Po awaryjnym lądowaniu na mroźnych wzgórzach planety Persephone przejmujemy kontrolę nad pierwszym bohaterem, czyli czarnoskórą Ariane.

Szybko przekonuje się ona na własnej skórze, że z dymiącego wraku Hope-01 trzeba ewakuować się jak najszybciej, a jej towarzysza Thomasa niestety nigdzie nie widać. Nasza bohaterka podejmuje więc na razie samotną wędrówkę po niegościnnej planecie Persephone... ale niekoniecznie jest na niej sama.

Trochę Hellblade, Trochę Uncharted

Gdybyście spytali mnie jak wygląda gameplay w Aphelion, to właśnie takimi słowami bym go podsumował. Deweloperzy udostępnili nam dwa rozdziały, czyli pierwszy oraz czwarty. W obu musimy się nagimnastykować. Gra stawia bowiem przed graczem mnóstwo sekcji platformowych przywodzącym na myśl właśnie tytuły akcji jak recenzowane przeze mnie niedawno Steel Seed, Uncharted, czy też Deliver Us Mars. Zresztą z tą ostatnią produkcją Aphelion ma dużo więcej wspólnego, a tak przynajmniej wynika z użyczonej nam wersji preview.

Wróćmy jednak do tytułu. Deweloperzy całkiem solidnie zaprojektowali elementy platformowe i dodali też coś od siebie. Podczas skakania, przeciągania i łapania się występów wygiętej konstrukcji wehikułu, możemy także w odpowiednim momencie nacisnąć określony przycisk na padzie, by Ariane chwyciła się szybciej i pewniej. Okazuje się to zbawienne w przypadku półek skalnych czy uszkodzonych występów po których trzeba się szybko poruszać by się nie zawaliły. Ślamazarny gracz może szybko skończyć na dnie. 😉

Poziom trudności nie jest jednak absolutnie przesadzony czy nieodpowiedni. Co więcej — gra oferuje także opcję ułatwień jak automatyczne wciskanie wspomnianego już przycisku, czy wręcz tryb łatwy, więc o to czy będzie dla Was za trudno absolutnie nie musicie się martwić. Przemierzanie wraku statku Hope-01, czy mroźnych pustkowi planety sprawia sporo radości, także ze względu na całkiem solidną grafikę.

Cieszy oko, choć nie cieszy klatkażem

Do napędzenia tytułu deweloperzy wykorzystali niesławny już Unreal Engine 5, który nie cieszy się zbyt dobrą opinią wśród graczy (i recenzentów). Na szczęście w tym przypadku nie mam zbyt dużych powodów do narzekań. Studio udostępniło nam wersję na konsolę Xbox Series X, która wygląda solidnie. Co prawda licznik klatek pokazuje jedynie 30 FPS, zamiast 60, ale podejrzewam, że zmieni się to wraz z bardziej dopracowaną sklepową wersją, wszak jest to preview.

Przemierzanie kolejnych lokacji odbywa się w sposób stricte liniowy i jest to jak najbardziej pożądana cecha w tytułach przygodowych. Twórcy do tego stopnia postawili na klimat gry, iż zdecydowali się na całkowitą rezygnację z interfejsu. Nawet nasza droga do celu wyświetla się jedynie podczas używania specjalnej lornetki, by maksymalnie wkręcić się w klimat. Ten jest zresztą bardzo solidny. Krajobrazy wyglądają bardzo solidnie nawet jak na tak wczesną wersję gry i przeciętnej mocy już dziś konsolę (Xbox Series X).

Niestety w trakcie rozdziału pierwszego da się zauważyć efekt deja vu, związany z niedostateczną różnorodnością elementów statku. Po kilku chwilach czuje się jakby człowiek wcale nie ruszył sie z miejsca, a kolejne pomieszczenia wyglądały podobnie. Na szczęście uczucie to szybko zniknęło wraz z rozdziałem czwartym... a i pojawił się tam strach.

Kosmiczny klikacz w kształcie wiertła

Pamiętacie jak powiedziałem wam, że na planecie niekoniecznie jesteśmy sami i to nawet nie licząc naszego towarzysza? Prędzej czy później trafimy na tajemniczy konstrukt, który stanie się naszym nemezis. Gigantyczna maszyna w kształcie macki uprzykrzała mi życie podczas niemal całego rozdziału i wcale nie była taka prosta do uniknięcia... właśnie, uniknięcia, a nie pokonania. Jest to bowiem przygodówka, a nie gra akcji.

Jak jednak uniknąć takiego monstrum? Pamiętacie klikacze z The Last of Us reagujące na dźwięk? Tutaj wykorzystujemy ten sam patent. Maszyna jest bowiem całkowicie ślepa, co nie znaczy, że głupia. Nawet biorąc pod uwagę powolne ruchy i moje niezbyt udane próby skradania się zostałem nie raz wgnieciony w ziemię przez mojego adwersarza.

Szybko przekonałem się, że liczy się tutaj przede wszystkim cierpliwość i obserwacja — ruszać powinienem się tylko wtedy gdy monstrum jest daleko, a poruszać się w stronę najbliższego dźwięku potrafi z wręcz zaskakująco wielką prędkością.

Prosto nadal jednak nie było. Nierzadko zastygałem w bezruchu, gdy maszyna wiła się dosłownie tuż obok mojej twarzy sprawdzając delikatne stuknięcie, które spowodowałem nieuważnym ruchem. Przyznam, że adwersarz ten wypadł w Aphelion całkiem ciekawie, choć w grze dobitnie brakowało mi możliwości rzucenia kamyczkiem, czy chociażby kawałkiem śniegu, by odwrócić jego uwagę, co sztucznie podbijało poziom trudności. Liczę, że takie rozwiązanie pojawi się w pełnej wersji.

Mam ochotę na więcej!

Niestety długo sobie nie pograłem, bo i do naszej dyspozycji oddano jedynie niewielką część gry. Niemniej to co zaprezentowało DON'T NOD jest niewątpliwie ciekawe. Miałem co do tego tytułu wątpliwości, ale po ograniu wersji prasowej przyznam, że nieco się uspokoiłem, a i samą produkcję dodałem do listy tych wyczekiwanych. Jeśli lubicie gry przygodowe z elementami akcji jak właśnie Hellblade, czy Deliver Us Mars (który gorąco polecam!), to Aphelion jak najbardziej warto się zainteresować. Sam jestem teraz zaciekawiony!

Gra ma zadebiutować już wiosną 2026 roku na PS5, Xbox Series oraz PC, a także, ważna informacja — ma być dostępna po polsku według rozpiski na Steam. Życzymy deweloperom by tak właśnie się stało, a i przypuszczam, że recenzji pełnej wersji w takim wypadku także będziecie mogli spodziewać się na łamach GameOnly jeszcze w tym roku.

Platformy:
Czas czytania: 7 minut, 4 sekund
Komentarze
Dodaj nowy komentarz:
...
Twój nick:
Twój komentarz:
zaloguj się

Ta strona korzysta z reCAPTCHA od Google - Prywatność, Warunki.


Treści sponsorowane / popularne wpisy: