W czerwcu 2025 roku, podczas Summer Game Fest w USA, Capcom zaprezentował pierwszy zwiastun Resident Evil Requiem. Niezależnie od temperatury, jaka panowała wówczas w Kalifornii, wielu fanów poczuło natychmiastowo pot na czole oraz przyśpieszone bicie serca. Jak inaczej zareagować bowiem na wiadomość, że najnowsza odsłona kultowej serii pozwoli wrócić nam do Raccoon City, w którym wszystko się zaczęło. Od tego czasu każda wiadomość na temat tej produkcji wywoływała wśród graczy niezwykłą ekscytację.
Trzeba przyznać, że Capcom znakomicie wykorzystywał zainteresowanie fanów, stopniowo udostępniając kolejne zwiastuny wyczekiwanego tytułu. Każdy z nich odkrywał istotne informacje na temat fabuły, a także powrotu bohaterów, za którymi zdążyliśmy się stęsknić. Trudno więc się dziwić, że Resident Evil Requiem stał się jedną z najbardziej wyczekiwanych premier tego roku.
Capcom tak bardzo pobudził apetyty graczy, że wielu z nich jeszcze przed premierą uznało tę produkcję za murowany hit. Strach jednak pomyśleć co stałoby się gdyby tytuł ten zawiódł oczekiwania. Jak jest w rzeczywistości? Na to pytanie odpowiem w recenzji.
Powrót do korzeni
Po Resident Evil VII: Biohazard i Resident Evil Village, które miały zmienić charakter serii, twórcy postanowili powrócić do korzeni. Zamiast likantropów, wampirów i ludożerczej rodzinki, po raz kolejny przyjdzie nam bowiem eliminować zombie. Tak jak i w klasycznych odsłonach cyklu, ich obecność jest wynikiem eksperymentów nad bronią biologiczną, przy których palce macza tym razem doktor Victor Gideon związany w przeszłości z korporacją Umbrella. Po upadku firmy odpowiedzialnej za stworzenie wirusa T naukowiec otworzył klinikę medyczną na Rhodes Hill, która miała pomagać chorym. Oczywiście prawda okazała się zupełnie inna.
Resident Evil Requiem pozwala graczom wcielić się w dwoje bohaterów. Pierwszym z nich jest doskonale znany fanom Leon S. Kennedy, któremu w 1998 roku udało uciec się z opanowanego przez zombie Raccoon City. Od tego czasu mężczyzna z niedoświadczonego policjanta zdążył zmienić się w doskonale wyszkolonego agenta rządowego, walczącego z bioterroryzmem na całym świecie. Oprócz niego poznajemy także Grace Ashcroft, będącą córką Alyssy, dziennikarki znanej z obu części Resident Evil: Outbreak.
Początkowo drogi obojga protagonistów nie są ze sobą splecione. Grace jest agentką FBI, która zostaje wezwana do zbadania morderstwa, mającego miejsce w hotelu Wrenwood. Leon natomiast pracuje nad sprawą tajemniczych zgonów ludzi, którzy zdołali w 1998 roku przeżyć zagładę Raccoon City. Podstępny plan Victora Gideona sprawia jednak, że bohaterowie trafiają do placówki na Rhodes Hill, której personel zaczyna zmieniać się w zombie. Nie zdradzę jednak dalszych wątków tej historii, aby nie psuć Wam zabawy.
Fabuła jest niewątpliwie bardzo mocną stroną produkcji. Scenarzyści stanęli na wysokości zadania, albowiem historia, którą poznajemy, została znakomicie napisana. Muszę przyznać, że byłem zachwycony tym jak wraz z postępami w fabule, z początku nieskomplikowana historia rozwijała się o kolejne interesujące i nierzadko szokujące wątki. Co warte podkreślenia, wątki te są również bardzo przemyślane i logicznie poukładane w całość. Wszystko to sprawiło, że z wielkim zainteresowaniem śledziłem całą historię, która trzyma w napięciu od początku do samego końca.
Dla każdego coś miłego
Prywatnie bardzo ucieszył fakt powrotu serii do korzeni. Wspomniany już wcześniej Resident Evil Village bardzo podobał mi się jako gra, jednakże brakowało mi w tej produkcji klimatu starszych odsłon cyklu. Oczywiście to kwestia prywatnych upodobań i mam świadomość, że część z Was może mieć na ten temat zupełnie inne zdanie. Na szczęście Capcom zdecydował się pogodzić zwaśnione strony, proponując model rozgrywki, łączący najlepsze elementy ze starszych i nowszych tytułów.
W trakcie zabawy przejmujemy kontrolę nad dwiema postaciami, a sposób grania nimi jest zupełnie inny. Grace to wystraszona, młoda dziewczyna, która po raz pierwszy staje twarzą w twarz z krwiożerczymi potworami. Początkowo ma też niewielką wytrzymałość, a także bardzo ograniczony dostęp do broni i amunicji. Z tego powodu, wcielając się w nią, musimy przeważnie uciekać i chować się przed przeciwnikami, a także bardzo rozważanie planować nasze ruchy. Co jakiś czas słyszymy też płacz i szybki oddech wystraszonej agentki FBI, co jeszcze bardziej podkręca atmosferę przerażanie sytuacją, w której się znalazła.
Scenariusze, podczas których poznajemy historię Leona, są zupełnie odmienne. Weteran serii dysponuje ogromnym arsenałem i jest w stanie bez większego problemu eliminować nawet hordy zombiaków. Dodatkowo w trakcie odstrzeliwania przeciwników bohater rzuca na prawo i lewo ironiczne hasełka w bondowskim stylu, jeszcze bardziej rozluźniając atmosferę tych fragmentów rozgrywki. To naprawdę świetne rozwiązanie, albowiem połączenie dwóch, zupełnie odmiennych stylów zabawy w jednym tytule sprawdza się znakomicie.
Twórcom udało się w rewelacyjny sposób połączyć przeplatające się scenariusze. Grając w tę produkcję, rzeczywiście czujemy, że nasze postępowanie jako Leon ma wyraźny wpływ na sytuację Grace, i odwrotnie. Bohaterowie przez znaczną część rozgrywki przemierzają te same pomieszczenia i wszyscy przeciwnicy zabici przez jedną postać, będą leżeć martwi również w drugim scenariuszu. To samo dotyczy otwartych drzwi, przeszukanych szafek i zebranych roślinek leczniczych. Dzięki temu naprawdę odnosimy wrażenie, że przedstawione wydarzenia rozgrywają się jednocześnie.
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia
Wspominałem już, że twórcom bardzo zależało na tym, aby najnowsza odsłona serii Resident Evil przypadła do gustu zarówno miłośnikom starszych, jak i nowszych części. Elementem, który godzi fanów, jest możliwość wyboru pomiędzy trybem kamery z perspektywy pierwszej lub trzeciej osoby. Capcom zaleca, aby obfitujące w skradanki, ucieczki i logiczne zagadki przygody Grace przeżywać w trybie FPP, a dynamiczne i wybuchowe misje Leona podziwiać zza pleców bohatera. Niemniej jednak, gracz dostaje pełną dowolność w wyborze kamery i może dostosować ją do własnych upodobań.
Przetestowałem oczywiście oba tryby kamery i rzeczywiście po przełączeniu na widok z perspektywy pierwszej osoby, czułem się jak podczas przechodzenia „siódemki” i Village. Obserwując wydarzenia z oczu głównego bohatera, gracz nie widzi, co znajduje się za jego plecami, a wszystkie niespodziewane dźwięki sprawiają, że nerwowo odwraca głowę. Wyraźniej widać wówczas także przerażające twarze zombie, które z tej perspektywy wydają się jeszcze straszniejsze. Tryb ten zdecydowanie lepiej sprawdza się więc w przypadku scenariusza Grace.
Widok zza pleców bohatera budzi natychmiastowe skojarzenia z Resident Evil 4, dlatego jest zalecany w przypadku Leona. Męski bohater oczywiście również może się skradać, jednakże zdecydowanie częściej bierze udział w otwartych walkach, które łatwiej prowadzi się z perpektywy trzeciej osoby.
Oprócz broni palnej protagonista może eliminować wrogów za pomocą efektownych ciosów i cięć noszonego za pasem tomahawka, co o wiele lepiej prezentuje się w kamerze umiejscowionej za plecami Leona. Uczciwie przyznam, że jako miłośnikowi klasycznych części cyklu, ten widok zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu i ostatecznie zdecydowałem się na niego również w przypadku Grace.
Zombiak jak żywy
Zombie, które opanowały Raccoon City były bezmyślnymi istotami, których jednym celem było zjadanie pozostałych przy życiu mieszkańców. W Requiem obserwujemy jednak działanie zmodyfikowanego wirusa, który sprawia, że zombiaki zachowują cechy i nawyki ludzi, którymi byli za życia. Zamiast więc poruszać się bez celu po korytarzach, starają się wciąż wykonywać zadania, za które byli odpowiedzialni przed przemianą. Dzięki temu potwory wzbudzają jeszcze większą grozę, a uważna obserwacja daje nam możliwość wykorzystania ich nawyków do bezszelestnego przemknięcia za plecami przeciwników.
Oprócz klasycznych zombie na naszej drodze napotkamy również inne przerażające i jeszcze bardziej niebezpieczne bestie. Twórcy bardzo umiejętnie rozwiązali kwestię bossów, których początkowo spotykamy jako Grace. Dziewczyna nie jest jednak w stanie z nimi walczyć, dlatego monstra w jej scenariuszu pełnią rolę tożsamą do Nemesisa z Resident Evil 3. Pojawiają się znienacka, a jedynym ratunkiem jest schowanie się, ucieczka lub wykorzystanie elementów otoczenia do ich odstraszenia. Kiedy jednak wpadamy na nie jako Leon, możemy pozbyć się ich raz na zawsze, jednocześnie ułatwiając życie agentce FBI.
Arsenał, którym dysponuje dawny funkcjonariusz R.P.D., jest naprawdę zacny. Możemy zrobić użytek z pistoletów, magnum, strzelb, broni maszynowej, a także granatów i snajperki. Co istotne, korzystając z różnych rodzajów broni, czujemy wyraźną różnicę w użytkowaniu każdej z nich. Twórcy podeszli do sprawy z niezwykłą starannością, przez co możemy odczuć każdy odrzut i wstrząs podczas oddawania strzału. O wiele łatwiej celuje się również, grając opanowanym Leonem, niż wystraszaną Grace, której ręce wyraźnie się trzęsą . Krótko mówiąc, rewelacja.
Niezapomniana podróż
Niepodważalną rolę w serii Resident Evil pełniły zawsze świetne zaprojektowane, pełne najdrobniejszych detali klimatyczne lokacje. Nie inaczej jest w tym przypadku. Klinika na Rhodes Hill prezentuje się niesamowicie, a my na własne oczy obserwujemy, jak w poszczególnych pokojach zatrzymało się codzienne życie personelu i pacjentów. Na stołach znajduje się niedokończone jedzenie, po podłodze walają się dokumenty i papiery i wszystko wygląda tak, jakby placówka nadal działała. Nie licząc oczywiście plam krwi, flaków i rozszarpanych ciał.
Właśnie takie detale sprawiają, że klimat horroru przemawia do nas bardzo wyraźnie. Przemierzane lokacje nie są bowiem bezosobowymi pomieszczeniami, ale pokojami, w których jeszcze niedawno odbywało się normalne życie osób, które stały się krwiożerczymi potworami. To bardzo silnie wpływa na emocje gracza, potęgując wrażenie strachu, niepokoju, a także zmuszając do refleksji nad losem ludzi, którzy znaleźli się w centrum koszmaru. Spodobało mi się też, że twórcy cały czas puszczają oko do fanów, prowadząc przygodę przez lokacje, mające wiele wspólnego z klasycznymi odsłonami serii.
Powrót do Raccoon City to już prawdziwy hołd i uczta dla graczy, pamiętających pierwszą przygodę Leona. Jako miłośnik klasycznych odsłon serii, chciałbym napisać Wam bardzo wiele o tym co widziałem i kogo spotkałem w ruinach miasta, natomiast wiem, że to zepsułoby Wam całą frajdę z doświadczania tego osobiście. Powiem tylko, że byłem zachwycony tymi fragmentami rozgrywki, które wbrew moim początkowym obawom okazały się naprawdę długie i rozbudowane. Poczułem też, równie silny powiew nostalgii i gęsią skórkę, jak podczas powrotu Snake'a do Shadow Moses w Metal Gear Solid 4: Guns of the Patriots.
Konkurencja nie będzie miała łatwo. Być może mamy już grę roku!
Nie będę ukrywał, że Resident Evil Requiem jest również doskonały pod względem technicznym. Grafika jest przepiękna, realistyczna, a także bardzo szczegółowa i naprawdę pokazuje pełną moc konsol najnowszej generacji. Co więcej, podczas rozgrywki nie napotkałem żadnych problemów technicznych, które w jakikolwiek sposób wpływałyby negatywnie na zabawę. Pomimo wspaniałej oprawy wizualnej, wartkiej akcji oraz ogromnej ilości przeciwników na ekranie, wszystko działa bardzo płynnie i bez żadnych „chrupnięć” czy spadków jakości.
Na podobnie wysokim poziomie stoi również oprawa dźwiękowa. Podczas zabawy towarzyszą nam klimatyczne utwory, które doskonale komponują się z wydarzeniami obserwowanymi na ekranie. W trakcie przygody Grace, muzyka jest o wiele bardziej tajemnicza i złowroga, natomiast kiedy akcja przenosi się do Leona, do naszych uszu docierają dynamiczne kawałki, przy których jeszcze przyjemniej eliminuje się liczne grupy przeciwników. Szczególne wrażenie zrobiły na mnie utwory słyszane w Raccoon City, w których da się usłyszeć klasyczne melodie znane z Resident Evil 2. Na bardzo wysokim poziomie stoją także odgłosy otoczenia, wystrzałów, wybuchów oraz ryki potworów.
Do gustu przydał mi bardzo także angielski dubbing. Za rolę Leona ponownie odpowiedzialny jest Nick Apostolides, którego głos towarzyszy tej postaci już od czasów Resident Evil 2 Remake. Pozostali aktorzy także wykonali świetną pracę, wcielając się w swoje role. Cieszy fakt, że polscy gracze mogą lepiej poznać historię, dzięki dostępności napisów w języku polskim. Tłumaczenie na nasz rodzimy język zostało przygotowane bardzo solidnie i nie zauważyłem żadnych językowych baboli. Nie mogłoby być jednak inaczej, skoro model twarzy Grace Ashword bazuje na wyglądzie polskiej modelki Julii Pratt.
Przechodząc Resident Evil Requiem, odczuwałem podobne podekscytowanie, jakie towarzyszyło mi dawniej podczas grania w klasyczne odsłony tej serii na PSX-ie. To największy komplement, albowiem nie spodziewałem się, że jakikolwiek współczesny survival horror będzie w stanie dostarczyć mi ponownie tak niesamowitych emocji. Capcom długo eksperymentował z nową formą dla swojego kultowego cyklu, ale wydaje się, że w końcu odnalazł złoty środek. Sądzę też, że to bardzo mocny faworyt do tytułu gry roku.
Dziękujemy firmie Cenega za udostępnienie gry do recenzji.
Podsumowanie




Resident Evil Requiem sprawia, że kultowa seria survival horrorów znów wraca na szczyt!












Komentarze
No nie powiem, nie ułatwiacie mi decyzji o odroczeniu zakupu 😄.
A góra wstydu nie maleje.
odpowiedzWręcz przeciwnie. Zachęcam, żeby ten zakup potraktować priorytetowo. Ale gwarantuję, że akurat ta gra długo na wspomnianej górze nie poleży. :)
odpowiedzDodaj nowy komentarz: